Coraz więcej osób formułuje tezy, że katastrofa smoleńska jest aktem założycielskim nowej generacji - doświadczeniem pokoleniowym, które odcisnęło niewyobrażalne piętno na życiu młodych ludzi. W Smoleńsku miał się zatrzymać czas, wielu by chciało liczyć historię nowej Polski od tego momentu. Katastrofa w której zginęło 96 osób jest czymś strasznym, przejmującym, bolesnym. Jednak budowanie tożsamości na wypadku lotniczym jest obce tym, w którym część prawicowych publicystów i blogerów chciałoby widzieć kontynuatorów dzieła tragicznie zmarłym.
 
To już było
 
Uogólnianie, opisywanie rzeczywistości przez pryzmat myślenia życzeniowego, kult jednostek są doskonałą okazją dla różnej maści publicystów i polityków, aby choć przez chwilę zaistnieć czy o sobie przypomnieć. Przerabialiśmy to już po śmierci Jana Pawła II, gdy przez rok serwowano w mediach żałobny terroryzm, szkoły organizowały pogadanki "jak śmierć papieża zmieniło twoje życie", a telewizyjny zwrot w prawo utorował drogę do zwycięstwa Prawa i Sprawiedliwości w wyborach i przepchnięcia wliczanie religii do średniej na świadectwie. Obecnie pokolenie JP2 jest jedynie wdzięcznym obiektem do żartów, zjawiskiem nietrwałym jednorazowym, pamiątką po dążeniu do unifikacji i jednomyślności społeczeństwa.
 

Terroryzm informacyjny
 
Obie strony sporu o Krzyż, rolę prezydenta w katastrofie smoleńskiej, teorie spiskowe skrupulatnie dbają o to, żeby żadne inne tematy nie przebijały się do dyskrursu publicznymi. W związku z tym od trzech miesięcy jesteśmy karmieni publicystyczną papką, w której nie ma miejsca na dyskusje o nowoczesnej Polsce. Pokolenie smoleńskie to pokolenie mediaworkerów i polityków - brzydko starzejących się osób, chcących przy okazji dyskusji o katastrofie jeszcze raz zabłysnąć, sprzedać siebie czy podbić cenę usług PR-owskich agencji, które je obsługują.
 
PIS daje Platformie Obywatelskiej alibi, dzięki któremu zamiast reformować Państwo uczestniczy ona w tanich przepychankach z partią rządzącą, a dziennikarze nakręcają temat i postacie, które w sprawie smoleńskiej krzyczą najgłośniej.
 
Znowu na wyrost!

Pokolenie smoleńskie to konstrukcja myślowa, która po raz kolejny opisuje wagę pewnych zdarzeń zdecydowanie na wyrost. Pokazuje też, że politycy po raz kolejny nie wiedzą, jakie sprawy tak naprawdę zajmują młody elektorat, któremu próbują uparcie przyczepiać kolejną łatkę. 
 
Gdzie propozycje ucywilizowania rynku pracy, odpowiedź legislacyjna na druzgocące dla Polski wyroki trybunału konstytucyjnego, pomysły na zmniejszenie deficytu budżetowego, prywatyzację, reformę administracji. Pewnie ukryte gdzieś w szufladach nielicznych posłów-pracusiów, będących klasycznie w ceniu polityków-prokuratorów, walczących o reelekcję "pustą batalią o prawdę".